W pustyni i w puszczy, rozdział 39, str 4

268 Wśród drzew roiło się ptactwo. Rozmaite gatunki gołębi, wielkie
dzioborożce, które Staś nazywał tukanami, kraski, szpaki, synogarlice
i niezliczone, prześliczne bengalis kręciły się w gąszczu liści lub
przelatywały z jednej kępy na drugą, pojedynczo lub stadami,
mieniąc się jak tęcza. Niektóre drzewa wydawały się z daleka okryte różnokolorowym kwieciem. Nel zachwycała się szczególnie widokiem rajskich muchołówek38 i czarnych, podszytych pąsowo, sporych ptaków39, które odzywały się głosem pastuszej fujarki. Cudne żołny40 z wierzchu różowe, a pod spodem jasnoniebieskie,
tłumacz rosyjski uwijały się w blasku słonecznym, chwytając w lot pszczoły i koniki polne. Na wierzchołkach drzew rozlegały się wrzaski zielonych papug, a czasem dochodził głos jakby srebrnych dzwonków, którym witał się wzajem małe zielonoszare ptaszyny, ukryte pod liściami adausonij.














38
Terpsichone viridis.
39
Laniarius erythrogaster. 40
Merops Nubiensis, Sztolcman: Nad Białym Nilem. Przed wschodem i po zachodzie słońca przelatywały stada miejscowych wróbelków41, tak niezliczone, że gdyby nie pisk i szum skrzydełek, można by je poczytać za chmury. Staś przypuszczał, że to te krasnodzióbki dzwonią tak, rozpraszając się w dzień po pojedynczych kępach. Lecz największym zdumieniem i zachwytem napełniały oboje dzieci inne, latające w małych stadkach ptaki, które dawały prawdziwe koncerty. Każde stadko składało się z pięciu lub sześciu samic i jednego, połyskującego metalicznymi piórami samca42. Siadały one
szczególnie na pojedynczych akacjach w ten sposób, że on
umieszczał się na wierzchołku drzewa, one poniżej – i po pierwszych
tonach, które wydawały się jakby strojeniem gardziołek, on
rozpoczynał śpiew, a one słuchały w milczeniu. Dopiero gdy skończył, powtarzały jednogłośnym chórem ostatnią zwrotkę jego śpiewu. Po małej przerwie on znów zaczynał i kończył, one znów
powtarzały, po czym całe stadko przelatywało falistym, lekkim lotem
na następną, najbliższą akację i koncert złożony z solisty i chóru
rozbrzmiewał w południowej ciszy powtórnie. Dzieci nie mogły się tego dość nasłuchać. Nel pochwyciła przewodnią nutę koncertu i razem z chórem samiczek wyśpiewywała swym cienkim głosikiem ostatnie tony, brzmiące jak szybko powtarzane dźwięki: „tui, tui, tui, tui, twiling-ting! ting!”.

2008-12-19 04:21:40