W pustyni i w puszczy, rozdział 28, str. 2

192
Z rozlewów, które czyniła rzeka poniżej wodospadu, dochodziło
niespokojne rechotanie żab i melancholijne kumkanie ropuch, a
podobne do wielkich błędnych
biuro tłumaczeń gwiazd latarniki przelatywały z
brzegu na brzeg między kępami bambusów i arumów. Lecz gdy chmury pokrywały chwilami gwiaździste niebo i deszcz poczynał padać, czyniło się bardzo ciemno, a we wnętrzu baobabu tak czarno jak w piwnicy. Chcąc temu zaradzić Staś kazał natopić Mei tłuszczu z zabitych zwierząt i urządził z blaszanki lampę, którą zawiesił pod górnym otworem, zwanym przez dzieci oknem. Światło
bijące z tego okna, widne z daleka wśród ciemności, odpędzało dzikie
zwierzęta, ale natomiast przyciągało nietoperze, a nawet i ptaki, tak
że w końcu Kali musiał urządzić w otworze rodzaj zasłony z cierni,
podobnej do tej, którą zamykał na noc otwór dolny. Jednakże w dzień, w chwilach pogody, dzieci opuszczały „Kraków” i krążyły po całym cyplu. Staś wyprawiał się na antylopy-
ariele i na strusie, których liczne stada pojawiały się w dole rzeki, a
Nel chodziła do swego słonia, który z początku trąbił tylko o
żywność, a potem zaczął trąbić i wówczas, gdy mu się nudziło bez
małej przyjaciółki. Witał też ją zawsze z wyraźną radością i nastawiał natychmiast swoje olbrzymie uszy, jak tylko usłyszał z daleka jej głos lub kroki.

2008-10-20 23:10:28