W pustyni i w puszczy, rozdział 26, str. 3

– Dobrze. Wezmę strzelbę i pójdę, bo trzeba będzie nawędzić mięsa. Ale po coś ty wlazła na drzewo i co tam robisz?
Dziewczyna odpowiedziała na to swoim smutnym, śpiewnym
głosem:
– Mea zobaczyła gniazdo szarych papug, i chciała przynieść
młodej panience, ale gniazdo jest puste, więc Mea nie dostanie
paciorków na szyję. – Dostaniesz za to, że kochasz panienkę.
Młoda Murzynka zlazła co prędzej po chropowatej korze i z
oczyma błyszczącymi radością jęła powtarzać:
– O tak! tak! Mea kocha ją bardzo – i paciorki także!
Staś pogłaskał ją łaskawie po głowie, po czym wziął strzelbę,
zamknął pudło z nabojami i udał się w stronę, w której pasły się
tłumacz warszawa
zebry. Po upływie pół godziny odgłos strzału doszedł do obozowiska,
a po godzinie mały myśliwy wrócił z dobrą nowiną, że zabił młodą
zebrę i że okolica pełna jest zwierzyny, widział bowiem z
wyniosłości prócz zebr i liczne stada antylop-arielów oraz gromadkę
waterbucków, to jest kozłów wodnych, pasących się w pobliżu rzeki. Następnie kazał Kalemu wziąć konia i wyprawił go po zabitą sztukę, sam zaś począł oglądać starannie olbrzymi pień baobabu, obchodzić go naokoło i stukać kolbą w chropowatą korę.
– Co robisz? – zapytała Nel. On zaś odrzekł: – Patrz, co za ogrom. Piętnastu ludzi wziąwszy się za ręce nie objęłoby tego drzewa, które pamięta może czasy faraonów. Ale pień w dolnej części jest spróchniały i pusty. Widzisz ten otwór, przez który łatwo się dostać do środka. Można by tam urządzić jakby wielką izbę, w której wszyscy moglibyśmy zamieszkać. Przyszło mi to do głowy, gdym zobaczył Meę między gałęziami, a potem podchodząc zebry ciągle już o tym myślałem. – Ale my mamy przecie uciekać do Abisynii. – Tak. Trzeba jednak wypocząć i mówiłem ci wczoraj, że postanowiłem zostać tu tydzień lub nawet dwa. Ty nie chcesz opuszczać swego słonia, a ja się boję dla ciebie pory dżdżystej, która już się rozpoczęła i w czasie której febra jest pewna. Dziś jest pogoda, widzisz jednak, że chmury gromadzą się coraz gęstsze – i kto wie, czy deszcz nie lunie jeszcze przed wieczorem. Namiot nie osłania cię dostatecznie, a w baobabie, jeśli nie jest spróchniały aż do wierzchołka pnia, możemy sobie żartować z największej ulewy.
W pustyni i w puszczy, rozdział 26, str. 3 tłumacz warszawa fragment 20

2008-10-20 23:08:52