W pustyni i w puszczy, rozdział 25, str. 3

167 Gdy powrócili obaj, w obozie palił się już suty ogień, a w naczyniach wrzała woda, w której gotowały się ziarna durry, dwie pentarki i wędzone paski polędwicy z gnu. Nel była już przebrana w
suchą odzież,
tłumacz przysięgły ale wyglądała tak mizernie i blado, że Staś zląkł się o
nią i wziąwszy ją za rękę, by się przekonać, czy nie ma gorączki,
zapytał:
– Nel, co tobie jest?
– Nic, Stasiu, tylko mi się bardzo chce spać. – Wierzę! Po takiej nocy! Ręce, chwała Bogu, masz zimne. Ach! co to była za noc! Oczywiście, że ci się chce spać. I mnie także. Ale czy nie czujesz się chora? – Boli mnie trochę głowa. Staś położył jej dłoń na czole.
Główka była zimna tak jak i ręce, to jednak dowodziło właśnie ogromnego wyczerpania i osłabienia, więc chłopiec westchnął i rzekł: – Zjesz coś ciepłego, a potem zaraz położysz się spać i będziesz spała aż do wieczora. Dziś pogoda przynajmniej piękna i nie będzie tak jak wczoraj. A Nel spojrzała na niego ze strachem. – Ale my tu nie będziemy nocowali? – Tu nie, bo tu leżą zagryzione konie; wybierzemy jakie inne drzewo lub też pojedziemy do wąwozu i tam urządzimy taką zeribę, jakiej świat nie widział. Będziesz tak spała spokojnie jak w Port- Saidzie. Lecz ona złożyła rączki i poczęła go prosić ze łzami, żeby jechali dalej, gdyż w tym strasznym miejscu nie będzie mogła oka zmrużyć i zachoruje z pewnością. I tak go błagała, tak powtarzała patrząc mu w oczy: „Co, Stasiu? – dobrze?” – że zgodził się na wszystko. – Więc pojedziemy wąwozem – rzekł – bo tam jest cień. Przyrzeknij mi tylko, że jeśli ci zbraknie sił albo będzie ci słabo, to mi powiesz. – Nie zbraknie, nie zbraknie! Przywiążesz mnie do siodła i usnę w drodze doskonale. – Nie. Siądę na tego samego konia i będę cię trzymał, Kali i Mea pojadą na drugim, a osioł poniesie namiot. – Dobrze! dobrze! – Zaraz po śniadaniu musisz się trochę przespać.
W pustyni i w puszczy, rozdział 25, str. 3 tłumacz przysięgły fragment 20

2008-10-20 23:08:16